środa, 4 listopada 2015

Picie drożdży - krótki raport z efektów






W życiu młyn. Praca i pisanie magisterki pochłania mi ostatnio tyle czasu, że musiałam przystopować nie tylko z blogiem, ale i treningami, ponieważ nie chcę dokładać do ogólnego przemęczenia. Wydaje mi się, że pora na zmianę planu - krótsze i mniej intensywne treningi, za to częściej. Zobaczymy, jak się to sprawdzi. Może na ten temat powstanie też wpis. :)

Dzisiaj jednak o czymś innym!

Po cichu i bez trąbienia, przez cały październik skupiłam się na małym eksperymencie, jakim było picie drożdży. Długo się wahałam, czy w ogóle warto. Ostatecznie jednak uznałam, że co mi szkodzi.  

I stąd właśnie to krótkie podsumowanie - a nuż kogoś zachęcę.

Do picia drożdży skłoniła mnie przede wszystkim ich opinia. Miały one pozytywnie stymulować włosy do wzrostu. Ponieważ od lat staram się odzyskać te, których pozbawiły mnie problemy tarczycowe, dałam drożdżom szansę.

Efekt? Są dłuższe, to fakt. I to o nie o jeden standardowy centymetr. Zdjęcie końcowe po "terapii" mam jeszcze przed sobą, ale myślę, że coś jest na rzeczy! Zrobię, porównam, dopiszę do postu, co o tym myślę. :)

Z pewnością drożdże przyczyniły się też do zmniejszonego wypadania, ale tylko w okresie regularnego ich picia. Odkąd je odstawiłam, mam wrażenie, że wszystko wróciło do normy.

Często mówi się, że drożdże powodują wysyp niedoskonałości na twarzy, co spowodowane jest nagłym, przyspieszonym oczyszczaniem porów, za które drożdże są odpowiedzialne. Ja, jednak, nie stwierdziłam niczego nadzwyczajnego. Jeśli boicie się tego typu efektów ubocznych, warto spróbować - prawdopodobne jest, że Was  akurat ominą. Swoją drogą, po cichu miałam nadzieję na jakiś efekt super oczyszczenia, ale... nic takiego nie nastąpiło. Chyba nawet kilka nadprogramowych pryszczy bym zaakceptowała, ale nic się nie zmieniło. :)

Minusy? Są. Oczywiście, że są. Chociaż istnieje ten skrawek ludzi, którzy drożdże lubią (!), większość zareaguje tak, jak ja - odruchem wymiotnym. W pierwszych dniach myślałam, że nie ma sensu tak się katować dla dodatkowego centymetra włosów, ale okazało się, że ten wyjątkowo paskudny smak drożdży przestaje przeszkadzać, gdy.. się ich nie wącha. :) Po prostu. Zatkaj nos, zanim wychylisz kubeczek.


Jak piłam drożdże?

Codziennie zalewałam 1/4 kostki wrzącą wodą i czekałam, aż ostygnie. Jest to warunek konieczny, gdyż "żywymi" drożdżami można sobie zaszkodzić. Nie słodziłam, nie dodawałam żadnego dodatku zmieniającego smak. Jak zawsze, musiałam spartaczyć regularność - chyba nie tylko w kwestii treningów taka moja natura. :) Opuściłam kilka dni, ale umówmy się, że był to jeden miesiąc picia. Po takim okresie lepiej łykanie drożdżowego napoju zakończyć.


Uwagi?
 
Jeśli macie słaby, drażliwy żołądek, który zareagował w nieprzyjemny sposób, dajcie sobie spokój. Więcej w tym szkody, niż pożytku.
Upewnijcie się, że drożdże są świeże - nie mają prawa fermentować po zalaniu wodą.
Drożdży nie pijemy na czczo!

Oczywiście, temat można drążyć i drążyć - niestety, czas nagli. Wrzucam tylko zachętę, być może jeszcze kiedyś wrócimy do tego tematu? :)

 

2 komentarze :

  1. też mam problemy tarczycowe, drożdży co prawda nie piłam, ale robiłam maseczkę na włosy, bo strasznie mi wypadają :( również stosowałam na twarz i zauważyłam tylko same plusy z takich maseczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak przygotowujesz tę drożdżową maseczkę? :)

      Usuń